Chicha.pl

Blog o Ameryce Łacińskiej

argentyna dyktatura historia

Las Malvinas son argentinas! – rocznica wojny o Falklandy

To był pierwszy atak na terytorium Wielkiej Brytanii od końca II Wojny Światowej w 1945 roku. 2 kwietnia 1982 r. argentyńskie wojsko dokonało desantu na Falklandy, w Argentynie i świecie hiszpańskojęzycznym nazywane Malwinami. Była to rozpaczliwa próba zyskania poparcia przez juntę wojskową, która ostatecznie przyniosła zupełnie odwrotny efekt. Ale po kolei.

Falklandy czy Malwiny?

Konflikt o grupę wysp na Południowym Atlantyku (oprócz Falklandów/Malwin chodzi o wyspy Georgia Południowa i Sandwich Południowy) trwa już setki lat. Obecny spór między Argentyną i Zjednoczonym Królestwem sięga 1833 roku, gdy flota brytyjska wypędziła z wysp garnizon argentyński.

Terytoria te przechodziły z rąk do rąk jednak już o wiele wcześniej. Spory dotyczą już samego faktu, kto odkrył wyspy. (Określenie „odkrył” jest tutaj uzasadnione, ponieważ archipelag do czasu europejskiego osadnictwa był niezamieszkany). Brytyjczycy utrzymują, że pierwszym Europejczykiem na wyspach był John Davies, który dopłynął tam w 1592 r. Inni wskazują z kolei, że ziemie mogące być Falklandami pojawiały się na hiszpańskich mapach już od 1502 roku.

Wątpliwości z kolei nie pozostawia kwestia podwójnego nazewnictwa. Nazwy „Falklandy” jako pierwszy użył brytyjski żeglarz John Strong, który nadał ją kanałowi płynącemu między wyspami na cześć sponsora swojej wyprawy, wicehrabiego Falkland. Z kolei „Malwiny” to pochodna francuskiej nazwy „Malouines”, którą przyjęli Hiszpanie.

Skąd ta francuska nazwa? Otóż pierwsze stałe osiedle na Falklandach/Malwinach założyli właśnie Francuzi. W 1763 r. ekspedycja Louis Antoine’a de Bougainville założyła Port Louis. Francuzi jednak długo tam nie zabawili, bo już w 1766 r. zrzekli się praw do wysp na rzecz Hiszpanów. Ci z kolei w 1770 r. ze zdziwieniem odkryli, że od czterech lat istniała tam też osada brytyjska. Prawie doszło do wojny, ale ostatecznie obie strony doszły do kompromisu. Niedługo potem Brytyjczycy sami porzucili swoje osady (nie rezygnując z pretensji do samych wysp), a jedyną władzą pozostali tam Hiszpanie. Zawierucha dziejowa początku XIX w. i walki o niepodległość Ameryki Łacińskiej wygnały w końcu też Hiszpanów, a na wyspach został komendant mianowany przez Buenos Aires. W końcu w 1833 r. wrócili Brytyjczycy, którzy postanowili przywrócić zwierzchnictwo króla Wilhelma IV, i przepędzili argentyńską administrację. Od tego czasu Falklandy pozostawały pod kontrolą brytyjską.

Sukces potrzebny od zaraz

Tak samo długo trwa spór między Argentyną i Zjednoczonym Królestwem do prawa do archipelagu. Najgorętszym rozdziałem tego sporu była właśnie wojna z 1982 r., wywołana przez argentyńską juntę wojskową. Rządziła ona krajem od 1976 r., gdy w zamachu stanu obaliła prezydentkę Isabel Allende. Po 5 latach rządów kraj znalazł się w głębokim kryzysie gospodarczym, którego najbardziej widocznym objawem była inflacja. W 1982 r. wynosiła ona ponad 160%, jednocześnie rosło bezrobocie. Do tego społeczeństwo coraz bardziej sprzeciwiało się represjom i łamaniu praw człowieka przez władze wojskowe, i stanowczo domagało się demokrtyzacji. (Szacuje się, że 30 tysięcy osób zostało „znikniętych” w czasie 7 lat dyktatury). Na domiar „złego”, wśród samych wojskowych dochodziło do konfliktów – przywódca Argentyny Leopoldo Galtieri sam wysunął się na czoło, obalając dotychczasowego prezydenta w 1981 r. Co zatem możne zrobić władza, żeby odwrócić nastroje w takiej sytuacji. Oczywiście – odwrócić uwagę społeczeństwa i wskazać wroga.

Gen. Leopoldo Fortunato Galtieri, lider argentyńskiej junty wojskowej (1981-82)

Tak narodził się pomysł wywołania wojny o Falklandy/Malwiny. Rozważano również operację przeciwko Chile, z którym Argentyna też spierała się o trzy wyspy na Ziemi Ognistej. Ostatecznie jednak wybrano archipelag na Atlantyku, ponieważ uznano, że Wielka Brytania nie odpowie na inwazję, bo jest zbyt daleko. To był wielki błąd.

Argentyńscy generałowie nie docenili swojego przeciwnika – wystąpili bowiem przeciwko Żelaznej Damie. Gdy argentyńscy żołnierze wylądowali na Falklandach, ówczesna premier Zjednoczonego Królestwa Margaret Thatcher nie zignorowała ich. Co więcej, już trzy dni później z Wielkiej Brytanii wyruszyła potężna flota, której celem było odbicie wysp.

Okładka Newsweeka z 19 kwietnia 1982 r. – „Imperium kontratakuje”

Argentyńczycy jednak oblewali sukces i prawdopodobnie już planowali kolejną wojnę, tym z razem z Chile o wspomniane wyspy. Ludzie świętowali na ulicach w patriotycznym uniesieniu. W międzyczasie dopłynęli Brytyjczycy, którzy zaczęli walczyć z argentyńską flotą. Junta pozostawała jednak niewzruszona. „Wygrywamy”, „ciągle wygrywamy” – głosiła rządowa propaganda. Im bardziej jednak gazety przekonywały, że Argentyna wygrywa, tym trudniejsza stawała się jej sytuacja. Argentyńczycy nie wzięli pod uwagę dwóch czynników – USA i Chile. Prezydent Galtieri liczył na co najmniej neutralność tych pierwszych, ponieważ dotychczas pozostawali w dobrych stosunkach z wujem Samem; wspólnie wszak stawiali opór światowemu komunizmowi. Przeważyła jednak „special relationship”, którą mają dwa anglosaskie państwa, i Amerykanie nałożyli sankcje gospodarcze na Argentynę.

Propagandowe okładki prasy argentyńskiej krzyczące „Wygrywamy” i „Nadal wygrywamy”

Również Chile okazało się kluczowym, choć niejawnym sojusznikiem Brytyjczyków. Jak się okazało po latach, reżim Augusto Pinocheta wspierał Wielką Brytanię wywiadowczo, udostępniając im informacje z lotów zwiadowczych i radarów. Okazało się to kluczowe, ponieważ Brytyjczycy nie mieli absolutnie żadnej wiedzy o Argentynie, której nie podejrzewali o złe zamiary, więc jej nie szpiegowali.

Po 1,5 miesiąca szala coraz bardziej przechylała się na stronę Brytyjczyków. Pod koniec maja dokonali oni desantu na Falklandy, a stolica archipelagu, Stanley/Puerto Argentino, upadła w pierwszej połowie czerwca. Argentyński garnizon ogłosił kapitulację 14 czerwca.

Wojna trwała 72 dni. Zginęło w niej 255 żołnierzy brytyjskich i 649 argentyńskich, a także trzech cywili, mieszkańców wysp. Brytyjczycy stracili 7 okrętów, 24 helikoptery i 10 samolotów, a Argentyńczycy 9 okrętów, 25 helikopterów i aż 66 samolotów.

Dobre złego początki, a koniec żałosny

Początkowe sukcesy przysporzyły popularności argentyńskiej juncie. Z każdym kolejnym dniem jednak jej notowania spadały. Porażka w wojnie była gwoździem do trumny wojskowej dyktatury. Rozpętanie przegranej wojny przyspieszyło jej, zdaje się nieunikniony, upadek. Generałowie nie byli w stanie dłużej utrzymać władzy i w grudniu 1983 r. doszło do pierwszych od 10 lat demokratycznych wyborów. Wojsko straciło też poważanie wśród społeczeństwa. Sam Galtieri zaraz po przegranej stracił stanowisko i trafił pod sąd, w 1986 został skazany na 12 lat więzienia, jednak w 1989 opuścił je w ramach amnestii. Argentyna cały czas utrzymuje, że jest prawowitym właścicielem archipelagu.

Margaret Thatcher, liderka Partii Konserwatywnej, premier Wielkiej Brytanii w latach 1979-90

Zupełnie inaczej stało się w Wielkiej Brytanii. Można powiedzieć, że wojna ta spadła Margaret Thatcher niczym manna z nieba. Dzięki patriotycznej euforii, jaka wybuchła po wygraniu konfliktu, rządząca Partia Konserwatywna odzyskała poparcie i miażdżąco wygrała wybory do Izby Gmin w 1983 r. Nie tylko odrobiła straty w sondażach, wywołane złą sytuacją gospodarczą i niepopularnymi decyzjami rządu, ale też zdobyła dodatkowych 60 mandatów.

Lekcja z tego taka: nie bądź jak argentyńscy generałowie, jeśli masz problem, po prostu go rozwiąż, a nie szukaj tematów zastępczych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *