Chicha.pl

Blog o Ameryce Łacińskiej

chile kultura muzyka społeczeństwo

#8M: Violeta Parra

Aktywizm ma wiele twarzy. Można być polityczną działaczką, która stara się zmienić rzeczywistość pracując wewnątrz systemu, jak Bertha Lutz; można mobilizować swoją lokalną społeczność do walki przeciwko władzy, która stara się ograniczyć jej prawa, poprzez marsze i blokady, jak Berta Cáceres; można też być głosem tych, którzy go nie mają, i przekazywać ich świadectwo na całym świecie, jak Rigoberta Menchú. Nie można też pominąć roli artystów, którzy słowem, pieśnią, muzyką i obrazem poruszają serca i umysły. Do nich należy nasza dzisiejsza bohaterka – Violeta Parra.

Violeta jest ostatnią bohaterką naszej serii #8M: „Kobiety, które wpłynęły na Amerykę Łacińską”. Jej poprzedniczki to:
Rigoberta Menchú Tum
Berta Cáceres
Bertha Lutz

Zaglądajcie też na naszego instagrama @latynochicha, gdzie znajdziecie więcej ciekawych historii z Ameryki Łacińskiej!

Skazana na muzykę

Violeta miała zadatki na muzyczkę. Jej ojciec, nauczyciel muzyki Nicanor Parra, dbał o to, by wszystkie z jego dziewięciorga dzieci miało wiedzę i umiejętności muzyczne. Urodzona w 1917 roku, od najmłodszych lat musiała z nich korzystać, by pomóc w utrzymaniu rodziny, szczególnie po śmierci ojca. Grała na gitarze, czasem z rodzeństwem, aż w końcu z siostrą Hildą zaczęły występować w duecie w stolicy Santiago. W tym czasie grała głównie muzykę flamenco, co bardzo odpowiadało uchodźcom z Hiszpanii, których do Chile sprowadził Pablo Neruda. Przełom nastąpił jednak na początku lat 50., gdy jej starszy brat Nicanor zainspirował ją do wyjścia poza stolicę. Chciał ocalić przed zapomnieniem pozostałości kultury ludowej, która była zagrożona postępującą migracją ludzi ze wsi do miast. (Część historyków uważa jednak, że Nicanor Parra wyolbrzymił swoją rolę w podjęciu przez Violetę tej nowej działalności).

Odnowicielka folku

Violeta ruszyła zatem w teren, i to nie na próżno – zebrała ponad trzy tysiące tradycyjnych pieśni. Zapraszano ją na uniwersytety, by dawała gościnne wykłady, po latach wydała książkę na ich temat. Zrobiła też coś więcej: zaczęła na ich podstawie komponować własne pieśni i reinterpretować melodie tradycyjne. Dawała im jednak bardziej nowoczesny i przystępny dla ówczesnej publiczności sznyt. Tak zaczęła się jej kariera ogólnochilijska: dostała własny program w radiu, popularny przede wszystkim wśród imigrantów ze wsi, którym jej muzyka przypominała o rodzinnych stronach. Równolegle rozwijała się jej rozpoznawalność na świecie. Z czasem propagowanie ojczystego folkloru stało się jej życiową misją.

W 1955 r. po raz pierwszy wyjechała za granicę. Była członkinią chilijskiej delegacji na Światowy Zjazd Młodzieży i Studentów, który odbył się w Warszawie. Po jego zakończeniu została jednak w Europie i osiadła w Paryżu, gdzie dalej komponowała. Okoliczności były dramatyczne – gdy opuszczała Chile, jej córka zachorowała. Krótko po przyjeździe Violety do Paryża, trzyletnia Rosa Clara zmarła, piosenkarka nie przerwała jednak wyjazdu. Po latach w listach do brata pisała o swoich wyrzutach sumienia z tym związanymi. Po dwóch latach wróciła jednak do Chile. Kolejną podróż po Europie odbyła w latach 1962-65. W tym czasie, wykorzystując swoje kontakty w ambasadzie Chile w Paryżu, skontaktowała się z władzami muzeum w Luwrze. Efektem była wystawa jej prac w tym emblematycznym muzeum w 1964 r. – była pierwszą osobą z Latynoameryki, która dostąpiła tego zaszczytu.

Violeta Parra, Entierro en el campo („Wiejski pogrzeb”), olej na płótnie, 1964 r. Obraz ze zbiorów Muzeum Violety Parra

Rodzina jest ważnym elementem historii Violety. Wspomniałem o ojcu i bracie, którzy skierowali ją w muzycznym i folklorystycznym kierunku. Nie mniej ważny jest pierwszy mąż Luis Cereceda, kolejarz i związkowiec związany z partią komunistyczną. W czasie ich związku (1938-48) coraz bardziej otwarcie angażowała się politycznie po lewicowej stronie. 

Twórczyni zaangażowana

W swojej twórczości poruszała tematy biedy, nierówności i prześladowań, jakich doświadczali prości Chilijczycy. W piosence La carta śpiewa o “głodnych proszących o chleb, którym policja daje ołów”, a tytułowy list mówi, że “w mojej ojczyźnie nie ma sprawiedliwości”. W tym samym utworze wspomina o tych “z wachlarzami, we frakach (…), którzy idą w te i we wte do kościoła i zapominają o przykazaniach”. Krytykowała elity, Kościół i wojsko, które obwiniała o złe warunki, w jakich żyły masy. Sama zresztą wychowywała się w domu, w którym się nie przelewało. Z tego powodu była krytykowana przez kręgi konserwatywne. Oskarżały ją o podburzanie mas, co ona ironicznie skomentowała w piosence Mazúrquica Modérnica:

Me han preguntádico varias persónicas
Si peligrósicas para las másicas
Son las canciónicas agitadóricas.
Ay, qué pregúntica más infantílica!
Sólo un piñúflico la formulárica
Pa mis adéntricos yo comentárica

Najprościej i najpełniej Violeta określiła swoją postawę w piosence Yo canto a la diferencia:

Y no tomo la guitarra
Por conseguir un aplauso
Yo canto a la diferencia
Que hay de lo cierto a lo falso
De lo contrario no canto

“Sięga po gitarę nie dla oklasków”, lecz by odróżnić prawdę od fałszu. Utwór ten dotyczy narodowego święta Chile, przypadającego na 18 września. Violeta podkreśla w nim rozdźwięk między patriotyzmem i dumą z flagi, podczas gdy “te same kolory mają łańcuchy, z uzbrojonymi strażnikami na placach i w parkach, i przed kościołami”.

Violeta Parra uznawana jest, razem z Argentyńczykiem Atahuaplą Yupanquim, za twórczynię gatunku “nowej piosenki” (nueva canción); nowego nurtu protest songu, który sięgał do tradycji ludowej w formie. Była ona alternatywą dla tak zwanego “neofolkloryzmu”, który choć ludowy w formie, był wytworem komercyjnym i nie opowiadał o rzeczywistości. Violeta stała się inspiracją dla kolejnego pokolenia zaangażowanych społecznie i politycznie muzyków, z których najbardziej znany był Victor Jara. Jara zresztą często podkreślał, że to Violeta jako pierwsza wskazała takim jak on drogę; już po jej śmierci porównywał ją do “gwiazdy, która nigdy nie zgaśnie”.

Życie Violety Parry było skomplikowane. Naznaczone osobistymi tragediami, pod koniec wypełnione poczuciem niespełnienia. Ustawiony przez nią cyrkowy namiot, który miał służyć za ludowy uniwersytet folkloru i dom muzyki, świecił pustkami. Jej ostatni album, na którym znalazł się jej najbardziej znany utwór, hymn na cześć życia Gracias a la vida, był sprzedażową klapą. Jak sama mówiła, Últimas composiciones zawierał jej najbardziej przemyślane kompozycje.

Dziękuję życiu, że mi tyle dało.
Że dało mi parę oczu, dzięki którym rozróżniam
Czarne od białego, gwiazdy na wysokim niebie,
A w tłumie mężczyznę, którego kocham […]
Dziękuję życiu, że mi tyle dało.
Dało mi marsz moich zmęczonych stóp,
Którymi przemierzałam miasta i kałuże,
Plaże i pustynie, góry i równiny,
Twój dom, twoją ulicę i patio.

(przekład Aleksandra Lipczak)

Pół roku później Violeta Parra odebrała sobie życie. Rodzina nie opublikowała jej listu pożegnalnego.

***

Więcej na temat życia i politycznych kontekstów twórczości Violety Parry możecie przeczytać w artykule Aleksandry Lipczak w tygodniku Przekrój i analizie Alejandro Escobara Mundaki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *